smarek


Być sobą czy podążać za modą ? Wybór należy do każdego z nas a najlepiej wybrać pośrodku, po swojemu a nie "bo tak musi być" .
zgadzam się z Tobą, wybór należy do każdego i to, że akurat taka jest moda.. bo pewnie któremuś z kreatorów mody akurat nie wyszła fryzura i został potraktowany właśnie takim ostrym cięciem.. nie znaczy że wróciła era tego wstrętnego pazia

a tak na poważnie... kilka sezonów temu modna była grzywka... oj znam wiele, naprawdę wiele dziewczyn które się tej modzie poddały i niestety nie wyszło im to na dobre ale jest też wiele którym to pozytywnie wpłynęło na wizerunek

a tak w ogóle... włosy to nie ręka czy noga - jak się obetnie to odrosną zdrowsze, mocniejsze, ładniejsze (mi np. odrosły bardziej kręcone ) więc czasem takie ostre cięcie, nawet wbrew modzie jest wskazane

długowłosa Ania


a tak w ogóle... włosy to nie ręka czy noga - jak się obetnie to odrosną zdrowsze, mocniejsze, ładniejsze

A co jeśli w jednym sezonie będą "modne" mocne cięcia a juz rok później włosy co najmniej do połowy pleców, jak najprostsze?
Powodzenia w odrastaniu w rok do takiej długości

długowłosa Ania

Aja obecnie mam długie, rude z gęstą grzywką na skos ;] Ale planuję zmianę po maturze {podobno nie należy mocno obcinać przed, aby nie ukrócić wiedzy xD przesąd, ale lepiej uważać ;)}

Mam to szczęście że 15 min drogi samochodem mieszka znajoma stylistka i fryzjerka pracująca na stałe w jednej z wielkopolskich agencji modelingu. Po godzinach przyjmuje w mieszkanku. Nie dość, że zawsze świetnie doradzi to atmosfera jest przemiła - kawa, czekoladka, niezła muzyka albo jakiś babski serial {jeśli wpadnę o odpowiedniej godzinie}.

Ostatnio szalenie popularne modne jest wśród moich znajomych asymetryczne cięcie albo krótkie włosy {taki za uszy} a`la Rihanna {ale jeszcze nie tak krótkie jak ma teraz}. Mnie chyba jednak żal... wrócę do naturalnego blondu i zetnę tak do ramion... Albo zostawię długie a'la S ^^


ja z psem nie cuduję - gdybym miała potrzebę cięcia, kręcenia loków, trymowania i innych tam zabiegów fryzjerskich kupiłabym sobie yorka czy coś w tym stylu . Chcesz, zeby pies wyglądał świetnie - moim zdaniem bernowi do tego wystarczy dobre odżywianie, wyczesanie w miarę potrzeby i miłość. Z własnego doświadczenia wiem, że taki pies zachwyca wszystkich przechodniów na ulicach (jeśli komuś na tym zależy) również w krajach gdzie ta rasa jest częściej spotykana niż u nas . powiem więcej jestem na tyle ekstremalną wielbicielką naturalnej urody berneńczyków, że gdybym swojego psa wystawiała to bym mu włosów na uszach nawet nie przycinała (pewnie przez to nawet z najpiękniejszym psem bym championatu nie zdobyła bo mam wrażenie, że sędziowie nie cenią naturalnego, niepoprzycinanego piękna )
Aniu z tego co czytałam to lepiej przed wystawami uważać z takim mocnym wyczesywaniem- im więcej włosów tym lepiej. Chociaż znając Sawcię to ona po tym wyczesaniu i tak ma niezłą czuprynkę .


Popieram w 100 %. A co do wystaw, to Roxa była wystawiana 4 razy. Ani razu nie robiłyśmy nic poza przycięciem włosów na łapach. Na międzynarodowej w W-wie dostała złoto i zwycięstwo młodzieży, a sędziowała szwajcarka. Na następnej też w W-wie w kl. otwartej dostała brąz. Wszystkie oceny miała doskonałe.
Co prawda było to kilka latek wstecz / Roxa ma już 6 lat/, a jak wszędzie liczy się moda, którą tworzą sami hodowcy. Wtedy jeszcze sporo psów było wystawianych bez żadnego przycinania, teraz się to zmienia - większość jest po takich zabiegach.

" />Generalnie emo dla mnie jest jakąś dziwaczną modą. W liceum byli metale, kilku punków, ale wszyscy charakteryzowali się raczej specyficzną muzyką, zamiłowaniem do czarnych ciuchów, długimi włosami i silną niechęcią do modnego wyglądu. A większość emo właśnie wygląda ładnie (słuchając zasadniczo tej samej muzyki).

Druga rzecz - ostentacyjne wyolbrzymianie smutku i cierpienia - osobiście wolę ludzi zwracających na siebie uwagę makijażem czy irokezem niż smutkiem. Zbytnie koncentrowanie się na smutnych rzeczach nie jest dobre. Poza tym pewna część nastolatków rzeczywiście wpada w (przynajmniej lekką) depresję. Taka subkultura tylko pomaga ignorować jej oznaki.

A co do cięcia się - jest to jedna z głupszych rzeczy jakie można zrobić dla swojego wyglądu. Mimo tego, że jako dziecko sporo się wywracałam, jedyną blizną, która mi na pewno zostanie jest ta po skaleczeniu nożem jakieś 7 lat temu.

arkadius, moim zdaniem wszystko zależy od paru czynników, po pierwsze od gustu, po drugie od całokształtu. Są dziewczyny, które lubią, są takie, które nie znoszą. Co do całokształtu - jeżeli masz np. podłużną facjatę (no duży łeb no ), to nie zawsze takie coś pasuje, też zależy od cięcia włosów etc. No i w przeciwieństwie do powiedzonka - od przybytku głowa nie boli - na glowie zbyt duże pokłady żelu wcale efektu nie poprawiają.
Do gustów dochodzi kolejna cecha - moda. Nie wiem czy aktualnie włosy na żel jeszcze są w modzie, trzeba by posłuchać osób, które są na czasie (w przeciwieństwie do mnie ). Pozdrawiam

" />Nie chcę już mi się Ci tłumaczyć więc podyskutuj z Wikipedią ;
Kołtun
Z Wikipedii, wolnej encyklopedii
Skocz do: nawigacji, szukaj

Kołtun (łac. Plica polonica – kołtun polski, Plica neuropathica, ang. Polish plait), zwany także gwoźdźcem, goźdźcem lub pliką – sklejony łojem i wydzieliną wysiękową (np. z powodu wszawicy) pęk włosów na głowie, powstały na skutek braku higieny lub niekorzystania ze szczotki bądź grzebienia. Stare przesądy medyczne zabraniały obcinania kołtunów z obawy przed negatywnym wpływem na zdrowie (zaburzenia psychiczne, ślepota). Noszenie kołtuna miało chronić przed chorobami i diabłem. Najdłuższy zachowany kołtun znajduje się w Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pochodzi z XIX w. i mierzy po rozwinięciu 1,5 m. długości.

Niekiedy kołtun był zapuszczany celowo poprzez intensywne pocieranie włosów i niszczenie przez to ich struktury, co powoduje ich spilśnienie – w tym wypadku nie ma to związku z zaniedbaniami higienicznymi. Dawny kołtun tego rodzaju można porównać do dredów. Takie właśnie celowo hodowane kołtuny noszono na Pińszczyźnie i Mazowszu jeszcze na początku XIX w.

Zygmunt Gloger wspomina, iż kołtun był znany u dawnych plemion germańskich żyjących nad Renem i w dzisiejszej Bawarii, zaś w Polsce mówiło się o nim od końca XVI wieku. Gloger rekomenduje także prace naukowe nt. kołtuna autorstwa Dietla (1858) i H. Dobrzyckiego (1877).

I dalej:"kołtun jest rodzajem grubego dreda na głowie, zbitym na twardo, sfilcowanym, brudnym i pełnym robactwa warkoczem tworzonym bynajmniej nie dla urody i mody, a ze strachu przed diabłem, śmiercią i chorobami. Na przełomie wieków energiczne cięcia kołtunów przez dr. Józefa Dietla zakończyły żywot tego bardzo powszechnego na głowach polskich włościan urządzenia. Kołtun dorobił się w światowej nomenklaturze medycznej łacińskiej nazwy, brzmi ona niepokojąco: plica polonica."
Skręcenie się kołtuna było procesem długim i baczono, by przebiegało bez przeszkód, włosy polewano dla ułatwienia skręcania różnymi lepkimi miksturami i gdy się ostatecznie uformował, znikały wszelakie dolegliwości. Tak uważano.
Słownik języka polskiego; "Dulszczyzna --Kołtuństwo, kołtuneria
Tera kapi?