smarek

Dziękuje za radę. Myślałam o terapii. Obecnie na nerwicę i depresję
leczę się u psychiatry. Od niego też dostałam namiar na terapeutę.
Mąż jednak terapię traktuję jak wywlekanie spraw rodziny na forum
publiczne. Czasem brakuje mi sił na postawienie na swoim. Podstawiam
nogę samej sobie a jego gniew skupia się później na mnie.
Jest duża różnica między moim domem rodzinnym a domem który tworzę.
Mój ojciec niczego w życiu nie osiagnął, dorabiał sezonowo na
budowach itp, to matka utrzymywała dom. Ojciec większość życia
przeżył w miejscowym barze. Nie ukrywał się z nałogiem, nie raz
znajdywaliśmy go w rowach czy w miejscowych melinach. Mąż natmiast
jest doskonałym aktorem. Nikt nie podejrzewa go o nadużywanie
alkoholu czy uciekanie się do przemocy. Pracuje na dość ważnym
stanowisku, udziela się publicznie i potrafi wspaniale odgrywać rolę
świetnego towarzysza i ojca rodziny. Horror zaczyna się gdy
zostajemy sami. Poniżanie, obelgi, zakazy i niejednokrotnie
rękoczyny. Nie raz zapowiedział, że jak odejdę Jakuba nigdy nie
zobaczę. On ma pozycję, wykształcenie, ja nie osiągnęłam nic. Tak
naprawdę prócz mojego rodzeństwa, mamy i przyjaciłki nikt nie wie co
dzieje sie w naszym domu. Nikt nie poświadczy jakim jest tyranem.
Tkwię w tym sama z sobą.

Problem jest i nie ma sie co oszukiwac i słuchac innych,iż go nie
ma. Mąż zawsze zaprzecza( wiem to z doświadczenia), nawet w obliczu
obiektywnych faktów twierdzi,że jest inaczej. To jedna z cech
alkoholików. Rzeczywiście dużo informacji na ten temat i wypowiedzi
osób mających doświadczenie w tym temacie znajdziesz na forum
Uzależnienia.Jeżeli masz jakikolwiek wpływ na męża, to walcz z jego
piciem, tym bardzej, że jego brat nadużywa alkoholu. Wiem, jak to
jest , bo sama żyję z takim problemem od nastu lat. Nic nie jest
proste i oczywiste i łatwo się tego problemu nie rozwiązuje.O ile
wogóle sie da go rozwiązac. Wiem, że nie brzmi to optymistycznie,
ale niestety tak jest. Dlatego rób wszystko, co możliwe, by nie było
za późno.

Skąd ja to znam, ano z własnego doswiadczenia. Mój mąz od dłuższego czasu
nadużywał alkoholu, zreszta jak go poznałam widziałam że lubi wypić ale jakos
nie dopuszczałam do siebie tego ze ma być to takim problemem. Moja sytuacja
jest podobna: to 'przeklęte piwo'. Z tym ze piwo jest na poczatku a potem
pojawia sie coraz częsciej wódka. Ostatnio zagroziłam męzowi rozwodem,
powiedziałam mu wprost 'won do mamusi'. to poskutkowało, na obecną chwilę żadko
pije a i tak mnie to nie zadowala. Chce Ci powiedziec ze każdy pijak jest miły
i dobry, ale co z tego jak z czasem coraz bardziej rujnuje życie rodzinie.
Niestety taka jest prawda. Będzie prosił, błagał, przepraszał a potem znowu to
samo. Musisz powaznie z nim porozmawiać i coś konkretnego postaowić. Jeśli Twój
mąz jeździ samochodem po wypiciu alkoholu to znaczy ze nie jest wcale taki
odpowiedzialny a bedzie coraz gorzej jeśli się w pore nie opamięta. Ja tylko
uprzedzam, nie pozwól by to sie dalej ciagneło. Zreszta jest pewien rodzaj
uzaleznienia psychicznego od alkoholika, zajzyj na forum zdrowie-uzależnienia
Maria

1962wolf napisał:

> a na koniec uciesz się z tego , że w bardzo wielu
> przypadkach zmiany w mózgu spowodowane naduzywaniem alkoholu
sa
> nieodwracalne i nie ma takiej siły , która by była na
tyle
> duża by to zmienic- lecz nie dotyczy to zapewne ani
Twojego
> męża ani innych osób na których Ci zależy

Faktycznie to forum uświadomiło mi, jak bardzo można zgłupieć -
paradoksalnie - szczególnie na etapie wychodzenia z nałogo. I tym
bardziej się cieszę, że mój Mąż jest normalny (jak Janu, Ty, Fin i
jeszcze sporo osób stąd), bo gdybym miała w domu - po okresie picia-
faceta codziennie biegającego na mitingi, a po powrocie
opowiadającego o Sile Wyższe i własnym rozwoju duchowym oraz
recytującego regułki z poradników psychologicznych dla gospodyń
domowych, to tego już bym nie zdzierżyła!

> dobranoc Magto.

Dobranoc Wolfie!