smarek

A jeszcze ci moge cos napisac z ksiazki motywow literackich.

Złowrogiego wymiaru smierc nabiera w literaturze wspolczesnej. W powieści
A.Camusa "Dzuma" śmierc staje sie symbolem zla. Motto powiesci brzmi :"Jest
rzeczą równie rozsadna ukazac jakis rodzaj uwiezienia przez inny, jak ukazac
cos ,co istnieje rzeczywiscie,przez cos innego co nie istnieje". Motto to
wskazuje na metaforyczny charakter powiesci, celem Camusa nie jest opis
przebiegu epidemii, ale ukazanie reakcji ludzi wobec dzumy, ktora odczytywac
mozna jako synonim zla, zagrozenia. Jest to rowniez symbol wojny, zagrozenia,
zla, cierpienia, skierowanego przeciwko czlowiekowi i usilujacego go zniszczyc.
Dla jednego z bohaterow powiesci -Tarrou- walka z dzuma jest walka ze zlem,
ktore tkwi w ludziach "wszyscy zyjemy w dzumie (...) nalezy zrobic wszystko,
zeby nie byc zadzumionym i to tylko moze nam dac nadzieje spokoju lub, w braku
spokoju , nadzieje dobrej smierci. To tylko moze ulzyc ludziom i jesli ich nie
uratuje, to przynajmniej przyniesie im mniej zla, a nawet niekiedy troche
dobra".

Akcja „Dżumy” jest przenośnią. Mówi o tym nawet motto jakie umieścił Camus na
początku tej książki: „Jest rzeczą równie rozsądną ukazać jakiś rodzaj
uwięzienia przez inny, jak ukazać coś, co istnieje rzeczywiście, przez coś
innego, co nie istnieje.” (Defoe). Została napisana dwa lata po zakończeniu II
wojny światowej. I była raczej wyrazem bezsilności wobec ogromu cierpień i zła
które dotknęło tysiące ludzi bez względu na to kim byli i z kąd pochodzili, a
na co nie mieli wpływu (jak zaraza). Losy bohaterów to przecież obraz ludzi
którzy próbują się jakoś odnaleźć w tym co ich dotknęło (jedni są bohaterami,
inni są bierni a jeszcze inni myślą tylko o sobie). Zresztą „Dżume” można
interpretować na wiele sposobów. Zaraza może być też symbolem zła „Każdy nosi w
sobie dżumę”.


On Wed, 28 Aug 2002 23:17:46 +0200, Jacek Kijewski wrote:
On 28 Aug 2002, Krzysztof Zietara wrote:

| No faktycznie, pewnie od razu ludzie czuli się lepiej.
| Przepraszam, ale to stwierdzenie jakoś niezbyt mi pasuje...

| Wiesz, różnica jak między dżumą a cholerą. Różnica między okupantem który ma
| Einsetzgruppen a okupantem który ma NKWD jest średnia, ale jeżeli ten
| pierwszy jeszcze z zemsty urządzał masowe egzekucje a ten drugi juz tylko
| gwałci i kradnie to nie ma się co dziwić, że za pierwszym jakoś nikt nie
| tęsni.

ten pierwszy nie gwalcil


Nie na tę skalę, fakt.


i nie rabowal.


Mwahahahaha. Zajady mi się porobią. Jeszcze pewnie nie burzył budynków tak
dla jaj?


A ten drugi urzadzal masowe
egzekucje.


Ale jakby nie na tę skalę. Niekoniecznie z braku chęci.


chyba, ze sie bedzies upieral, ze w Katyniu to grzyby trujace przez
pomylke zjedli. A te dziury w czaszkach to ci, co nie jedli grzybow.


O, tu bardzo fajnie było widac różnicę między okupantami. Kula w potylicę
albo kula od frontu. Różnica dla kurowanego ołowiem znikoma, powiedziałbym.


I ze proces szesnastu odbyl sie, dajmy na to, we Wroclawiu.


A wiesz, proces szesnastu to jeszcze małe miki. Flaki się we mnie
przewracają, no ale z ruskiego punktu widzenia to było bardzo logiczne
posunięcie. Raz że Polacy, dwa że kontrrewolucjoniści, trzy że jak się ich
ubije to będzie mniej kłopotów po wojnie. Utrwalanie władzy, te sprawy.
Niemcy to się w takich momentach w procesu nie bawili: bandyta, rozstrzelać.
W sumie dla pacjenta też niewieklka różnica czy mu przedtem dadzą wyrok do
łapy, czy nie.


szkoda slow. 50 lat propagandy...


No, Dolinę Śmierci u nas za miastem pewnie po wojnie w ramach propagandy
postawili. Bo to niemożliwe, żeby Niemcy wytłukli te parędziesiąt tysięcy
mieszkańców, nie?


***********Jacek Kijewski, ja@sail-ho.pl z odwiecznym (since 1995) mottem: *


Tarhimdugurth

Użytkownik "Małgorzata Pawałowska" napisała w wiadomości


Hej!
Muszę sie wypowiedzieć bo się zdenerwowałam:-)
A czy nie jest ważny fakt, że to działa w dwie strony? Jeśli uważasz, że
biura żyją dzięki tłumaczom, to chyba trzeba też zauważyć, że tłumacze
tez żyją dzięki zleceniom otrzymywanym od biur. Obecnie wiemy jaka jest
sytuacja w kraju, więc gdyby nie było biur tłumaczeń, tłumacz nie
dostałby od nich zleceń.


Smaczne. Smakowite. Perełka. Już widzę, jak kolega Marchewczyk wiesza sobie
to motto nad biurkiem. "Gdyby nie było biur tłumaczeń, tłumacz nie dostałby
od nich zleceń." Prawda, jak prawdą jest, że gdyby nie było dżumy, ludzie by
na nią nie chorowali. Tylko co z tego wynika? Chyba, że tę Twoją tezę należy
interpretować jako stwierdzenie - a taką interpretację narzuca treść całego
postu - że gdyby nie było biur tłumaczeń, tłumacz w ogóle nie miałby zleceń.
Tylko nie bardzo chce mi się wierzyć, by tłumacz, a więc z założenia
człowiek inteligentny, do tego stopnia nie umiał dostrzec związku między
przyczyną a skutkiem.
Bo czy biura tłumaczeń generują zlecenia? I jak znikną, to zniknie
zapotrzebowanie na tłumaczenia? Przecież biura tłumaczeń nie dają tłumaczowi
żadnej pracy, a jedynie pośredniczą w jej przekazywaniu od zleceniodawcy.
Liczba tłumaczeń do wykonania jest oczywiście zależna od sytuacji w kraju
(im
więcej ruchu w gospodarce, tym więcej trzeba rzeczy przetłumaczyć i tym
więcej jest na nie pieniędzy), ale całkowicie niezależna od liczby biur
tłumaczeń. Gdyby nie było biur tłumaczeń, dostałabyś dokładnie tę samą
liczbę zleceń i wykonałabyś je równie dobrze, bo Twoja praca w żaden sposób
nie jest od tego biura uzależniona. Innymi słowy, biuro nie organizuje Ci
miejsca pracy, nie daje Ci komputera, słowników, urlopu itd. Biuro pakuje
się tylko między
Ciebie a zleceniodawcę i przejąwszy zlecenie, które swobodnie możesz wykonać
bez jego pośrednictwa, każe Ci bulić haracz za jego odstąpienie.


Oczywiście może dostać zlecenia od osób
fizycznych czy firm, ale jeśli np. przez dłuższy okres nie ma od nich
zleceń, to chyba weźmie chętnie zlecenie od biura lub nawet nawiąże z
nim stałą współpracę, aby zarobić na życie.


A to jest wynikiem powyższego. Oczywiście, że strasznie ciężko wyżyć z
samych zleceń od firm i osób fizycznych, udaje się to nielicznym
szczęśliwcom (w tym niżej podpisanemu), ale wynika to właśnie z faktu, że
biura zawłaszczyły znaczną część zleceń.


Dalej napisałeś Pawle:
pośrednik żyje więc nie z ekstra pieniędzy płaconych przez klienta, lecz
z pomniejszania zysku tłumacza.
Może ty masz takie doświadczenie, ale ja mam inne: to właśnie tłumacz
zarabia więcej na zleceniu, a pośrednik tylko jakąś część (np. 30 %).
Wiadomo że tłumaczy wykonuje większą pracę niż pośrednik więc słusznie
zarabia więcej.


Nie napisałem, że pośrednik bierze więcej niż tłumacz. Można nie rozumieć,
tego co piszę, ale chwalenie się tym publicznie, zwłaszcza będąc tłumaczem,
który z definicji powinien tekst pisany rozumieć, jest chyba nieco
ryzykowne.

Tłumaczenie ma pewną wartość rynkową. Przyjmijmy umowną
stawkę 100. Klient ma tyle pieniędzy na tłumaczenie, uznaje taką stawkę za
sensowną. Tłumaczenie trafia do Ciebie bezpośrednio. Robisz, inkasujesz
stówkę. Tłumaczenie trafia do Ciebie za pośrednictwem biura. Biuro nie
wykonuje żadnej pracy, więc wartość rynkowa tłumaczenia się nie zwiększa.
Klient nie widzi powodu, by płacić 120, skoro dostaje dokładnie taki sam
produkt jak w wariancie bez biura. Biuro jest tego świadome, więc bierze od
klienta tyle, ile jest warte tłumaczenie, czyli 100, ale Tobie płaci 70.

Paweł