smarek

Literatura przedmiotu-dziecko_PILNE!
Czy ktos z was ma temat:Rozne ujecia motywu dziecka w literaturze i sztuce?
Prosze pomozcie mi znalezc bibliografie przedmiotu.Bylam juz w czterech
bibliotekach i szukalam ksiazek tematycznych o dziecku ale wszedzie sa jakies
bzdury-rozwoj psychofizyczny dziecka itp.Prosze was o pomoc bo nie wiem gdzie
i jak mam tego szukac.Czy ta literatura przedmiotu to mogą byc zwykłe
opracowania?Z góry dzieki za pomoc.

Motyw dziecka w literaturze i malarstwie.
Moyw dziecka w literaturze i malarstwie. Omów na wybranych
przykładach.

Zbliża sie wielkimi krokami matura?;> Masz problem z prezentacją
maturalną z języka polskiego? Jeśli wybrałeś/wybrałaś temat "Motyw
dziecka w literaturze i malarstwie. Omów na wybranych przykładach." -
mogę Ci pomóc. Posiadam bibliografię, podział na literaturę
przedmiotu i podmiotu, plan oraz całą prezentację tegoż tematu. Do
tego wszystkiego dodam 3 fotografie obrazów potrzebne do prezentacji.

Wszystko to w atrakcyjnej cenie - jedyne 60zł.

Jeśli jesteś zainteresowany prosze o kontakt: basiek1989_1989@o2.pl

yarro napisał:

> Ja napisałem i żyję :)

Ja też napisałem... ale co do moich szans na napisanie obecnie to mam spore
wątpliwości - oduczyłem się "trochę" pisania po polsku...

Tak przy okazji:
1. Przedstaw przykłady użycia motywu dzieci idących ścieżką rowerową w
literaturze polskiej
2. Topos plucia jadem - ustosunkuj się do tematu w kontekście wybranych Juzerów

3. Rezerwat Utopia a indeks ksiąg zakazanych. Prawda objawiona czy może herezja?
4. Dokonaj interpretacji "Bajki o Krankedzie" bladtetha. Opisz relację człowiek-przedmiot.
;)

motyw dziecka w lit i malarstwie

wybralam juz do prezentacji literature podmotu: omyłka prusa, krol
olch goethe, krasiński nie-boska komedia, sedziowie wyspianski i
dzika kaczka ibsen

z kolei mam problem z literatura przedmiotu prosze o pomoc!! :)))


Maciej Bojko <maciej.bo@students.mimuw.edu.plwrote:
On Sun, 19 Nov 2000 23:57:37 +0100, "Grzegorz Perczak"
<gperc@kki.net.plwrote:
Prawde mowiac, nie wiem, po co przecietnemu maturzyscie znajomosc
akurat ksztaltu sinusoidy. Nie wiem tez, po co mu cos wiecej niz
umiejetnosc czytania, pisania i dodawania liczb naturalnych w zakresie
1...10. Po co licealiscie literatura, geografia, fizyka... moment.


Nie po co tylko: ile.
Moje dziecko zna cykl rozwojowy wypławka, doskonale orientuje się
w chlamo-cośtam a nie umie nazwać 99% drzew spotkanych w lesie.
Tak samo jej ojciec poddany podobnej obróbce.


A nie potrafi? Wykonac przyblizonego mnozenia? Nie wierze.


Co do skuteczności nauczania matematyki bardzo pouczające są
analizy z egzaminów wstępnych bodajże na agh. Właściwie można
wierzyć iż uczeń z oceną celującą jest "celujący" pozostałe
oceny nie oddają wiedzy ucznia.


| Uczestnicy dyskusji przeceniają znaczenie "wysokopoziomowej" matematyki w
| życiu człowieka. Komu w życiu codziennym zdarzają się problemy, w których
| mniej lub bardziej bezpośrednio potrzebna była znajomość twierdzenia
| cosinusów?
Zupelnie nie rozumiesz. Dlaczego uwazasz, ze ktos, kto nie ma zadnej
"nieprzydatnej" wiedzy ogolnej, powinien dostac mature?


Niestety nie rozumiem pytania. Ze wstydem przyznaje, iż zawiodła mnie
zdolność rozumienia słowa pisanego. Zasadniczo maturę rozumiem jako
egzamin sprawdzający przydatność delikwenta do dalszej nauki. Tylko
inne są wymagania w stosunku do przyszłego prawnika niż np matematyka.
Jestem pewien że obaj stracili mnóstwo czasu.


Nieprawda. Twierdze, ze ktos, kto nie potrafi rozwiazac zadan
przedstawionych przez Andrzeja Lewandowskiego, nie powinien opuscic
szkoly podstawowej ze swiadectwem w reku. Uwazam tez, ze w gimnazjum i
liceum moglby nauczyc sie czegos nowego.


Czego ? Najczęściej uczeń po podstawówce ma braki wynikające
z przeciążenia, nienadążania za programem. Te braki skutecznie
uniemożliwiają zrozumienie nowych tematów. Kończy się ryciem
na pamięć.


| A polska szkoła uczy niemal tylko takich rzeczy na matematyce, które
| zasługują na zapomnienie.
I na polskim. I (zwlaszcza!) na historii. I na...


I na geografi. Np. moja córka zna powierzchnie kontynentów,
a nie umie skorzystać z mapy by określić jak daleko jest do
Suwałek i ile czasu będziemy tam jechać. Nikt jej nie powiedział
_jak_ znaleźć te Suwałki. Ten sposób edukacji kończy się szukaniem
Łodzi na wybrzeżu.


| Dlatego proszę wszystkich nauczycieli, aby wreszcie zadbali, aby ich
| uczniowie widzieli, że to czego na matematyce uczą się w szkole, przyda im
| się w życiu dorosłym.
A ja bym prosil tych nauczycieli, by pokazali rowniez, ze matematyka
moze byc piekna. Ja na takich nauczycieli trafilem - i bardzo sie z
tego ciesze.


A z innych przedmiotów też miałeś takie szczęście ? Wszystkie przedmioty
uważasz za piękne ? Umiesz jeszcze czytać nuty ? (mnie tego uczono)
A zaśpiewać ? też musiałem. Motywy romantyczne w twórczości Broniewskiego
- umiesz coś sklecić tak ad hoc ? A może los "wysadzonych z siodła" na
podstawie "Nocy i Dni". A redoxa z nadmanganianem w środowisku zasadowym
napiszesz? a w kwaśnym? Datę bitwy pod Cedynią pamiętasz ? A o co się tam
bili i dlaczego ? Spojrzyj za siebie, i powiedz ile z tej wiedzy już
wyparowało. Pomyśl, gdzie byś był teraz, gdybyś czas stracony na poezje
Staffa, rozmnażanie pierścienic i historię Francji wykorzystał
na studiowanie matematyki. Na tym polega siła tamtego sposobu nauczania.
Nie odbiera się szansy rozwijania zainteresowań. Program ogólny nie jest
zbyt szeroki i przystaje do zdolności średniego ucznia pozostawiając
wystarczjąco dużo czasu tym zdolniejszym na rozwój zainteresowań.
yayo

pani Fulinska nie przeczytala chyba Harry'ego wcale. pokemonow chyba tez nie
ogladala. mozliwe, ze ksiazka nie jest literatura na miare Tolkiena, czy le
Guin, ale na pewno nie mozna go stawiac w jednym rzedzie z pokemonami. pokemony
to po prostu troche opakowana gra na gameboya, a fakt, ze wszystko o Harry'm
tez mozna kupic w sklepie? ja widzialam karty, pieczatki, ksiazki dla dzieci
jeszcze nie czytajacych, to wszystko mozna tez dostac w zwiazku z filmami
Disneya.
porownanie do japonskich kreskowek mozna raczej uznac zakomplement niz
zamierzona obelge. chcialam zwrocic uwage na fakt, ze to wlasnie amerykanie
propaguja 'niesmiertelnego, genialnego bohatera bez wad' ktory nigdy nie
klamie, i biega po ulicach w poszukiwaniu bezbronnych staruszek. a Harry? ma
docznienia ze smiercia, czyli zjawiskiem dosc powszechnym, a ze zlo zostalo
ukazane jako jeden czarnoksieznik? przeciez to jest ksiazka dla dzieci. dziecko
nie zrozumie, ze zlo czesto nie jest zle tylko ma inny punkt widzenia.
egoizm Harry'ego oczywiscie, ze Harry dawal prezenty przyjaciolom- w czwartym
tomie Ron dostal od niego na poczatku omnikulary (w ramach mistrzostw swiata,
czyli bez okazji) a potem na swieta czapke Rona ulubionej druzyny. poza tym,
Ron i jego rodzina sa biedni, fakt. w ktoryms tomie, bylo wrecz powiedziane, ze
Harry *chcial* podzielic sie z Weasleyami swoimi pieniedzmi, ale wiedzial ze
oni by ich nie przyjeli.
postacie negatywne, a propos wilkolakow, jedyny wystepujacy w ksiazce wilkolak
byl postacia pozytywna, i wbrew temu co pani mowila, mial wyrzuty sumienia za
sprawa lamania przepisow. dzieci ucza sie nie jak zabijac niebezpieczne
stworzenia, ale jak sie przed nimi bronic- nie bez powodu przedmiot nosi nazwe
*obrony* przed czarna magia.
Syriusz Black wcale nie zostal wcieleniem niewinnosci, bylo powiedziane jedynie
ze byl niewinny przestepstw za ktore zamknieto go w wiezieniu. nikt nie
stwiedzil nagle ze byl nieslusznie posodzanym aniolem. wrecz przeciwnie, lamal
swiadomie szkolne i ministerialne przepisy, nienawidzil kogos kto w zasadzie
nie zrobil mu nic zlego (tz, Snape'a) prbowal sie zemscic, popelnic morderstwo
(w czym notabene przeszkodzil mu Harry, ratujac zycie zabojce swoich rodzicow)
jedynym wlasciwie zlym nauczycielem w ksiazce jest Severus Snape- jego niechec
do Harry'ego jest umotywowana nienawiscia jaka zywil do jego ojca, sredni to
motyw, ale zawsze. *zaden* inny nauczyciel nie szykanowal nikogo.
sprawa mugoli. przeciwko nim nie jest w zasadzie nikt. roznica tkwi w tym,
ze "ci zli" traktuja ich jako zlo konieczne, reszta nie ma nic przeciw, po duza
czesc tej reszty jest z nimi spokrewniona. a wspomniani zli sa przeciwko pol-
mugolom, tym ktorych rodzice sa mugolami.
kwestia omawianego zbawienia wydaje mi sie conajmniej dziwna. Hogwart to
przeciez szkola ktora zbiera ludzi o specyficznym talencie. nikt nie oczekuje
przeciez zeby kazdy szedl do np. szkoly tance jezeli nie ma predyspozycji.
Draco Malfoy jest sam sobie winien ze nikt go nie lubi, co nie znaczy, ze nie
moze sie poprawic. nikt tez nie twierdzi, ze ci ktorzy trafia do Slytherinu sa
skazani na zlo- powiedziano tylko ze 'wsrod tych ktorzy przeszli na ciemna
strone nie znajdziesz ani jednego ktory by nie byl w Slytherinie'. a nie 'kazdy
kto byl w Slytherinie przeszedl na ciemna strone'. troche jak stosunek kwadratu
do prostokata. tiara przydzialu sortuje dzieci wedlug cech charakteru jake
posiadaja, a nie jak chce. prawda, czlowiek moze sie zmienic. ale w momencie w
ktorym podejmowana jest decyzja jest wlasnie taki.
a 'Matylda' na ktora sie pani Fulinska powoluje, przeciez doszla do
rewolucyjnego pogladu, ze dzieci moga karac rodzicow, jezeli ci robia zle.
pozostaje wniosek ze pani Fulinska pochwala metody wychowawcze Dursleyow.
ciotke Marge Harry zmienil w balon nieswiadomie, bo ona obrazala jego rodzicow
i jego samego.
jak Voldemort zagraza swiatu. ktos kto zabija dla sportu, umie kontrolowac
ludzkie umysly i zamierza zdobyc niesmiertelnosc absolutnie nie jest
zagrozeniem dla swiata. zgadzam sie w stu procentach. Harry nigdy nie byl
nagradzany za ratowanie swiata, tylko za odwage. nie jego zasluga bylo
znikniecie Voldemorta, jego zasluga bylo, ze nie poddal sie, i ze umial
zaakceptowac i przyjac niebezpieczenstwo.